piątek, 17 grudnia 2010

Chodź za mną

8.12.1937r
W dzień Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny,modliłam się, jak tylko umiałam, dziękując Panu Jezusowi za tę nieocenioną łaskę, że mnie najniegodniejszej i najgrzeszniejszej dał Ojca (ks.Kazimierz Dobrzycki) za Spowiednika i Kierownika mej duszy.
Wtedy miałam następujące widzenie:
Znalazłam się na Skałce przed kościołem.
Zaraz przyszedł do mnie mój Ojciec,wskazując mi drogę,kędy mam iść, i mówi do mnie:"Chodź za mną".Wtedy zobaczyłam bardzo wysoką górę, której szczyt sięgał nieba, i Ojciec dalej mówi do mnie:"Widzisz ten szczyt najwyższy? Tam cię poprowadzę, lecz musisz mi być uległą. Co prawda jest to droga bardzo ciężka i niebezpieczna, lecz nic na to nie poradzę, masz iść. Już uszłaś więcej na ten szczyt jak trzy czwarte. Krótka jest ta droga dla ciebie. Chodź za mną, nie bój się niczego".Jeszcze raz objęłam wzrokiem tę górę, by się zorientować, co to za droga. Poleciłam się gorąco Panu Jezusowi i bez rozumowania oddałam się w ręce Ojca, by mnie prowadził, jak chce i którędy chce.
...I prowadził mnie Ojciec ogromnie stromymi ścieżkami: ponad przepaście, przez ogromne ciemności. Chwilami zdawało mi się ,że runę w przepaść. Kurczowo trzymałam się rękami ręki Ojca, który szedł spokojnie, pewny siebie,jakby żadnego niebezpieczeństwa nie było.To przedziwnie jasne światło nieustannie oświecało Ojca, a im wyżej szedł ze mną Ojciec w górę,tym większa światłość spływała na Ojca. Tak samo ja przechodziłam straszne przepaście, a Ojciec szedł po drodze pewnej i silnej.Chwilami przechodziłam tak okropne burze i ciemności, że myślałam:"Chyba teraz już zginę"; i z przerażeniem mówię do Ojca:"Ojcze, tak mi jest straszno, czegoś się boję bardzo". Ojciec mi na to odpowiada:"Nie bój się nic, bo ja czuwam. Przeprowadzę cię do miejsca twego przeznaczenia, bądź spokojna"!!

(Rozalia Celakówna "Wyznania z przeżyć wewnętrznych" str.54-57)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz